poniedziałek, 22 sierpnia 2011

14. Witajcie w Elladorze!

Veronica ponownie spojrzała na zegarek. Była za piętnaście dziewiąta. Dziewczyna szybko narzuciła na siebie swój galowy strój i zbiegła na dół po schodach. Przy kuchennym stole siedziała cała rodzina.
- Muszę już wychodzić. Zaraz przyjdzie Laurel. - powiedziała cicho Veronica.
Wszyscy wstali i podeszli do dziewczyny.
- Ucz się pilnie córeczko. - mama pocałowała córkę w policzek. - I pisz do nas.
- Nie mogę uwierzyć w to, że w wieku czternastu lat już nas opuszczasz na cały rok! - tata objął mocno Veronico, po czym odszedł do stołu.
- A ty...Caroline...Co powiesz siostrze na pożegnanie? - mama popchnęła dziewczynkę w stronę siostry.
- To cześć. Do przyszłego roku. - powiedziała bezbarwnym tonem Caroline. - I zdejmij te dziwne skrzydełka, bo wyglądasz dziwacznie!
Veronica chwyciła klamkę i poczuła niemiły ucisk w brzuchu. Nie chciała opuszczać tego miejsca na tak długo.
- To...Do przyszłych wakacji. - powiedziała smutno i wyszła pospiesznie, czując jak łzy spływają jej po policzkach.

***
Na ulicy było bardzo cicho. Co chwilę jednak słychać było miauczenie kota, gdzieś w oddali. Veronica ruszyła w stronę morza. Starała się nie myśleć o tym, że opuszcza dom, w którym się wychowywała, ludzi, którzy obdarzyli ją miłością i sprawili, że miała szczęśliwe dzieciństwo.
- Gotowa na pierwszy dzień szkoły? - usłyszała za sobą czyjś głos.
Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętą Laurel.
- Oczywiście, proszę pani. - odpowiedziała Veronica. - Czy ktoś jeszcze czeka na nas przy morzu?Ktoś...ktoś z tej ulicy?
- Tak. Kilka osób. Jedną nawet znasz.
- Kogo? Kto to taki?
- Twój kolega...David Jones. - Laurel wyszczerzyła zęby.
- Serio?! David jest aniołem? A przecież udawał, że w nie nie wierzy i w ogóle. - Veronica przyspieszyła kroku.
- Zrobił to, bo nie chciał abyś się dowiedziała kim jest. - odpowiedziała Laurel.
W tym samym momencie doszły do morza. Na plaży stało kilkoro ludzi, w tym David. Spojrzał na Veronicę i pomachał jej życzliwie.
- No dobra! Wiecie jak dostać się do Elladory? Wejdźcie do wody, zanurzcie się, powiedzcie pod wodą ,,Do Elladory,, i wynurzycie się koło szkoły. Gotowi? No to na trzy wszyscy wchodzą do wody! Raz...Dwa...Trzy! - Laurel ruszyła ku wodzie, a wraz z nią inni.
Veronica wiedziała co ma zrobić. Nie obawiała się, że coś nie wyjdzie. Zanurzyła się i rozejrzała się dookoła. Zauważyła jedynie kilka białych plamek, które nagle zniknęły.
- Och nie! Zostałam sama w wodzie. - pomyślała. - Nie wiem czy chcę iść do tej szkoły...A co jeśli nie dam sobie rady? A co jeśli mi nie wyjdzie? Och! Trzeba!
Jeszcze raz się rozejrzała, po czym krzyknęła :
- Do Elladory! - tak jak poprzednio z jej ust wydobyło się jedynie kilka bąbelków.
Wiedziała jednak, że jest już na terenie Elladory. Wynurzyła się i ujrzała piękny, biały zamek. Nad nim fruwało z tysiąc białych gołębi. Poczuła się jakby była w niezwykłej bajce.
- Jesteś wreszcie. - Laurel podała jej dłoń. - Długo się nie wynurzałaś. Myśleliśmy, że zrezygnowałaś.
- Chciałam, ale jednak...wolę być tutaj. - odpowiedziała Veronica.
- Więc witaj w Elladorze!

13. 1 września.

Reszta wakacji zleciała tak szybko, że Veronica myślała, że wczoraj się zaczęły. Jeszcze nigdy tak bardzo nie czekała na rozpoczęcie roku szkolnego. Położyła się na kanapie i zamknęła oczy.
- Już dziś pojadę do Elladory! Szkoły Aniołów i Skrzydlatych! Ach! Niezwykłe! - pomyślała, po czym chwyciła zegarek. - Hm...Już ósma. Mamo! - krzyknęła.
- Słucham, córeczko? - usłyszała z dołu głos mamy.
- O której mam przenieść się do szkoły? Laurel ci nie mówiła?
- O dziewiątej. - powiedziała mama, stojąc już w progu drzwi prowadzących do pokoju Veronicy. - Jesteś gotowa?
Veronica przytaknęła.
- Wszystko spakowane? Białe szaty? Podręczniki? Chustkę do czyszczenia skrzydełek? Rzeczy dla Dorris? Na pewno wszystko? - mama biegała po pokoju zaglądając w każdy jego róg. - Och! Boję się, że o czymś zapomniałaś!
- Mamo! Nawet jeśli zapomniałam to przyślesz mi to przez Dorris. - Veronica wzruszyła ramionami. - Nie martw się. Wszystko zabrałam.
- Szczoteczkę do zębów? Kosmetyczkę? Pióro? Pieniądze? - mama nie dawała za wygraną. - A zabrałaś...- Veronica przerwała jej :
- Zabrałam! Nic nie zostawiłam! Pieniędzy i tak nie biorę, bo w świecie aniołów używa się gołębich piór. Dorris mi kilka użyczy.
- Och! Jestem taka roztrzęsiona! Wiem, że o czymś zapomniałaś! Jakieś ubrania na zmianę?
- Zabrałam. Ale i tak na lekcję muszę zakładać białą szatę. Nie wiem po co mi ubrania na zmianę. - Veronica skrzywiła się.
- Po to, że po lekcjach nosisz co chcesz! Ach! Wiem czego zapomniałaś! - mama wyszczerzyła zęby.
- Czego? - Veronica spojrzała ciekawo na mamę. - Wszystko spakowałam.
- A spakowałaś aureolę?
- Mamo! W tej szkole nie potrzebna jest aureola! Nie jesteśmy Aniołami Stróżami, a ludźmi ze skrzydłami. Tak na prawdę to nie jesteśmy nawet aniołami, bo przecież nie mieszkamy w niebie!
- A skąd wiesz, gdzie jest ta cała Elladora? Może w niebie? Hmm? - mama spojrzała dumnie na córkę. - Już ja swoje wiem.
- Na pewno nie mieści się w niebie, bo przecież nie dopłynę morzem do nieba! Jest gdzieś na lądzie. Może po drugiej stronie morza? - Veronica westchnęła. - Tak daleko od domu...Wiele, wiele, wiele setek mil stąd.
Mama spojrzała troskliwie na córkę. Podeszła do niej i objęła ją.
- Chociaż nie jestem twoją prawdziwą matką to wiedz, że kocham cię i nie ważne ile mil będziesz stąd to ja zawsze będę w twoim serduszku. - kobieta pocałowała Veronicę w czoło i wyszła z pokoju szybkim krokiem.

12. Gołąb.

Kiedy Veronica miała już wszystko co było potrzebne do Elladory, wróciła do domu. Caroline również była już w mieszkaniu. Jak zwykle siedziała na kanapie i czytała gazetkę dla dzieci. Spojrzała krzywo na Veronicę.
- A ty jeszcze masz ten głupkowaty strój anioła? No nie! Wyszłaś w nim na podwórko? - krzyknęła.
- Tak. A ty dalej czytasz te gazetki dla dzieci od ośmiu lat w dół? - zapytała pogardliwie Veronica.
- Odczep się wariatko! Inaczej powiem mamie! - Caroline rzuciła gazetę na stół. - Chcesz tego?! Dla mnie to żaden problem!
Veronica nie patrząc na siostrę, opuściła salon i poszła do swojego pokoju. Od razu na jej głowę sfrunął biały gołąb. W dziobku trzymał zwinięty kawałek papieru.
- Skąd jesteś ptaszku? - Veronica uśmiechnęła się. - I co tam masz w dziobku? - dziewczyna wyjęła z dzioba ptaka zwinięty list i odczytała go na głos :
Veronico! Ten gołąb od dziś należy do Ciebie. Jest on gołębiem pocztowym. Będziesz mogła pisać z bliskimi przez cały rok, gdyż u nas w Elladorze nie używa się telefonów lub internetu. Nazwij go i karm ziarenkami dyni. Mam nadzieję, że ci się podoba! Aby oszczędzić Ci pytań od razu piszę - kosztował dwadzieścia gołębich piór. Wiem, że to duża cena, ale przyda ci się! Laurel.
Veronica nie mogła uwierzyć własnym oczom! Jej nauczycielka kupiła dla niej gołębia za tak wielką cenę! Nigdy nie sądziła, że jakaś nauczycielka będzie taka miła wobec niej.
- Jakie to miłe. - pomyślała. - Odpiszę i podziękuję dla Laurel.
Chwyciła szybko kawałek kartki, która leżała obok podręczników do Elladory. Wzięła długopis i zaczęła pisać :
Laurel...A raczej pani Laurel...Dziękuję za ptaka. Nie wiem dlaczego pani mi go kupiła, ale jestem bardzo wdzięczna! Mimo iż Anna to nie moja matka, to kocham ją jakby nią była. Chciałabym mieć z nią stały kontakt. Oczywiście na Caroline też mi zależy. Jeszcze raz bardzo dziękuję i czekam na 1 września, bo wtedy nareszcie idę do szkoły! Mam nadzieję, że przyjdzie pani po mnie, gdyż nie wiem jak przenieść się do Elladory To znaczy wiem, że trzeba wejść do morza i powiedzieć nazwę miejsca, gdzie chce się iść, ale mimo wszystko chciałabym, aby pani była przy mnie. Veronica.
Dziewczyna przeczytała jeszcze raz ostatnią linijkę listu.
Brzmi trochę dziwnie. - pomyślała. - Ale z drugiej strony taka jest prawda.
Zwinęła karteczkę w rulonik i włożyła do dziobka gołębia. Ten zagruchał wesoło i pomachał skzydełkami.
- Leć do Laurel i daj jej ten list. Zgoda...ee...Dorris? - Veronica wzięła na ręce ptaszka i wypuściła go przez okno. Ten odwrócił się do niej ostatni raz i pofrunął przed siebie.
- Leć ptaszku! Szerokiej drogi. - szepnęła Veronica i odeszła od okna, by zacząć przygotowania do szkoły, która miała rozpocząć się niebawem.

czwartek, 18 sierpnia 2011

11. Białe zakupy.

Veronica była wniebowzięta! Wszędzie były anioły. Zauważyła też, że zbliża się do niej Laurel. Była uśmiechnięta i niosła w ręku kopertę. 
- Gotowa na zakupy? - zwróciła się do Veronicy. - To jest lista twoich podręczników. - podała dziewczynie kopertę. 
- Dziękuję. Gdzie są najlepsze książki? - zapytała Veronica. 
Laurel podała jej rękę i poprowadziła do niebieskiego budynku z napisem ,,NAJLEPSZE PODRĘCZNIKI DLA ANIOŁÓW!,,.
- Zaraz! Wyjmę listę. - powiedziała dziewczyna, rozrywając kopertę. - Co my tu mamy? - zapytała, po czym przeczytała : 

LISTA PODRĘCZNIKÓW DLA ROKU I.
1. Historia Elladory. Eva Knowl.
2. Wszystko o aniołach (cz.1). Samara Stewart.
3. Skrzydła - jak o nie dbać? (dla początkujących). Mike Black.
4. O Aniołach Ciemności. (cz.1). Andree Bukkater.
5. Opieka nad anielskimi stworzeniami. (krok 1.) Carol McDonald

- I to wszystko kupię w tym sklepie? - zapytała z niedowierzaniem Veronica. - Naprawdę? 
Laurel skinęła głową, po czym weszła do sklepu.

***
- Dzień dobry. - powitał je sprzedawca. 
Był to stary, chudy i siwy człowieczek. Miał z 1.40 wzrostu. Ukłonił się nisko przed Laurel i Veronicą. 
- Witaj. Chcemy kupić książki dla aniołka pierwszego roku. - powiedziała z uśmiechem Laurel. - Czy możemy je poprosić?
- Oczywiście! Naturalnie! Już po nie lecę! - zawołał mężczyzna znikając wśród regałów.
Niecałe pięć minut później pojawił się ze stosem grubych książek. Wszystkie były koloru białego. 
- To są wszystkie książki. - powiedział z uśmiechem. - Wziąłem te z górnej półki, ponieważ pomyślałem sobie, że pierwszy rok dobrze jest zacząć z pięknymi podręcznikami! Sam bym tak chciał, ale niestety nie jestem aniołem. Posiadam jedynie moc. 
- Moc? Jak to? Nie jest pan aniołem, a posiada pan moc? To dziwne! - Veronica skrzywiła się. - Przecież anioły mają moce. 
- Tak wiem. Ale ja nie jestem ani aniołem, ani skrzydlatkiem. Mam tylko i wyłącznie moc anielską. Taki się urodziłem. Mam to po rodzicach. Oni byli aniołami, ale ja jestem nieudany. Matka urodziła mnie za wcześnie. 
- A ma to jakieś znaczenie? - zdziwiła się dziewczyna. - To kiedy ktoś się urodzi? 
- Oczywiście! Jeśli dziecko anioła urodzi się za wcześnie to nie będzie miało skrzydeł. Będzie zmuszone zadowolić się jedynie mocą. A nie jest to jakaś wielka moc. Zaledwie kilka zdolności. Ale nie będę nic zdradzał, bo wszystko to zostanie powiedziane w Elladorze. - powiedział staruszek. - A teraz przepraszam, ale mam innych klientów. - wskazał głową na grupkę aniołów wchodzących do sklepu. - Za książki poproszę trzy pióra białego gołębia. Proszę zostawić je na ladzie. Do widzenia. - powiedział i ponownie zniknął wśród stosu regałów.


10. Ulica Anielska.

Veronica zastanawiając się nad całą sytuacją, weszła po schodkach na górę. Nie mogła uwierzyć w to, że jej rodzice są po złej stronie i że zostawili ją dla zupełnie obcej kobiety! 
Nagle usłyszała pukanie w okno. Była to Laurel. 
- Wychodź! Pora się zbierać! Nie bierz pieniędzy, ponieważ nie będą ci potrzebne. - powiedziała.
Veronica skinęła głową, narzuciła na siebie kurteczkę i wyskoczyła przez okno.
- Nie! Nie skacz! Nie umiesz jeszcze dobrze latać! - krzyknęła Laurel.
Jednakże Veronica spokojnie zleciała na trawkę. Dziwiąc się samej sobie, zwróciła się do Laurel :
- Jak dostaniemy się do sklepów, gdzie kupię podręczniki dla aniołów?
- Wejdziesz do morza, powiesz pod wodą ,, Na Anielską ,, i wynurzysz się. Zostaniesz magicznie przeniesiona na ulicę Anielską. - odpowiedziała z uśmiechem kobieta. - Nie martw się! Dasz radę. Każdy anioł tak się tam dostaje. Tak naprawdę to nikt nie wie, gdzie znajduje się to miejsce. 
Veronica posłusznie weszła do wody. Była zimna, ale nadzwyczaj przyjemna. Dziewczyna nabrała powietrza, po czym zanurzyła się. 
,, Jaka to była ulica? Aniołska? Aniołowa? Ach! Anielska!,, - pomyślała pod wodą dziewczyna. - Na Anielską! - krzyknęła, lecz z jej ust wydobyło się jedynie kilka bąbelków. 
Nagle poczuła, że się wynurza. Otworzyła oczy i zobaczyła, że wokół jej znajduje się pasmo sklepów z podręcznikami, białymi sukniami oraz śnieżno-białymi gołębiami. Już wiedziała! Była na Ulicy Anielskiej!




9. Rozmowa

Zaraz po wyjściu Caroline, na dół zeszła zaspana mama. Przeciągnęła się, po czym spojrzała na Veronicę. Jej reakcja była inna niż Caroline - ona przyjęła z uśmiechem to, że jej córka ma skrzydła.
- Dlaczego nie wytrzeszczasz oczu? Mam skrzydła anioła! - powiedziała cicho Veronica.
- Tak wiem. Czekałam na to od wielu tygodni. Myślałam, że dostaniesz skrzydła w dniu swoich czternastych urodzin, tak jak na anioła przystało, a tu proszę...minął miesiąc, a ty dopiero stajesz się aniołem. - mama uśmiechnęła się. - To takie wspaniałe uczucie! Wiedząc, że ma się anioła w domu! 
- Przecież ty jesteś aniołem...A raczej byłaś. Nieprawdaż? Muszę to po kimś odziedziczyć! - Veronica uśmiechnęła się.
- Bo widzisz...- nie dokończyła, bo nagle pojawiła się Laurel.
Była ubrana tak samo jak we śnie Veronicy - miała białą suknię i skrzydła. Podfrunęła do mamy dziewczyny i uśmiechnęła się serdecznie.
- Witaj, Anno. - powiedziała swym melodyjnym głosem. - Chyba czas na wyjawienie prawdy Veronice. Nie sądzisz tak?
Mama skinęła twierdząco głową, po czym wstała i oznajmiła :
- Kochanie...Nie jestem twoją biologiczną matką.
Veronica zamarła. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała! Jak to nie jest jej matką? Zawsze udowadniała, że dziewczyna to jej prawdziwa córka, szukała podobieństw, a tu nagle taka wiadomość.
- Że co?! A tata to mój prawdziwy ojciec? - zapytała przez łzy dziewczyna.
Matka pokiwała przecząco głową. 
- To kim są moi rodzice? - szepnęła cicho Veronica. - Czy widzieliście ich kiedyś?
- Twoi biologiczni rodzice to...- zawahała się Laurel. - To wrogie anioły. Anioły ciemności. Ich przywódca przeciągnął ich na swoją stronę. 
- Czyli...że...moi rodzice to...moi wrogowie? - Veronica przetarła mokre oczy. - Nie mogę w to uwierzyć...
 Matka dziewczyny spojrzała na nią troskliwie, po czym powiedziała :
- Może zmieńmy temat! Kiedy dostaniemy listę z podręcznikami do Elladory? 
- Przyniosłam ją wam. - Laurel podała kobiecie różową kartkę. - Niestety ty Anno nie będziesz mogła towarzyszyć córce w kupnie książek, gdyż nie masz żadnej mocy. - powiedziała. - A teraz Veronico...- zawahała się. - Idź przyszykować się na zakupy. - odrzekła i wyleciała przez okno.

sobota, 13 sierpnia 2011

8. Pozbycie się siostry.

Veronica nie wierzyła własnym oczom. Miała najprawdziwsze skrzydła! Teraz już wiedziała, że Laurel nie kłamała w jej śnie. Ona naprawdę jest aniołem.
- Niesłychane. Ciekawe czy mogę nimi poruszać. - dziewczyna pomachała lekko skrzydełkami. - Ale ciężko. I jak ja mam latać? 
Zastanawiając się nad swoim pytaniem, zeszła do kuchni. Tato był już w pracy, a mama z Caroline spały. 
- Co ja mam z nimi zrobić?! - dziewczyna spojrzała na skrzydła. - Jak je Caroline zobaczy to zwariuje! - pomyślała w duchu, Veronica. - Może obwiążę je jakąś bluzką? Wiem! Udam, że chciałam przebrać się za anioła. Oby to kupiła...

 ***
Pół godziny później na dół zeszła Caroline.
- Dzień dobry. - rzuciła na powitanie Veronica. - Jak się spało?
Caroline spojrzała na siostrę przerażonym wzrokiem. 
- C-co ty masz na plecach? - zapytała wskazując palcem na skrzydła.
- Postanowiłam trochę się zabawić i przebrałam się za aniołka. - odpowiedziała z uśmiechem siostra. - Nie podobają ci się?
Caroline odwróciła wzrok i podeszła do lodówki. 
- Jesteś nienormalna. - powiedziała kręcąc głową. - Nie wiem jaki chłopak z tobą wytrzyma!
- Och! Cicho bądź! - Veronica udała obrażoną. - Mam pomysł! Idź dzisiaj do Victorii. Pobawicie się, a ja pocieszę się tym, że ciebie nie ma! Co ty na to?
Caroline spojrzała podejrzliwe na siostrę, po czym powiedziała :
- Dlaczego chcesz, abym poszła do koleżanki? Nigdy wcześniej nie chciałaś mnie tam zaprowadzić. Robiła to mama. 
- Chcę od ciebie odpocząć, smarku! - skłamała Veronica. - Jeśli nie chcesz iść to nie...Zostań w domu i pomóż mamie sprzątać, bo na szafkach zgromadziło się sporo kurzu.
- Co?! Chcę iść do Victorii! Oszalałaś?! To moja przyjaciółka!
- To szykuj się, bo nie będę czekać.
- Ale wolałabym pójść sama. - skrzywiła się Caroline. - Przyniesiesz mi wstyd tymi skrzydełkami aniołka. - dodała, po czym wyszła z kuchni w podskokach.
- Nałóż coś eleganckiego, bo nie wypada iść do kogoś w sukience wybrudzonej błotem! - zawołała do siostry, Veronica.
- Gadasz już jak mama! Ubiorę się jak chcę! Ty lepiej się przebierz, bo wyglądasz głupio! - odkrzyknęła Caroline. - Nic dziwnego, że David cię lubi. Victoria mówiła, że też jest nienormalny...- dodała wybiegając z domu.