Zaraz po wyjściu Caroline, na dół zeszła zaspana mama. Przeciągnęła się, po czym spojrzała na Veronicę. Jej reakcja była inna niż Caroline - ona przyjęła z uśmiechem to, że jej córka ma skrzydła.
- Dlaczego nie wytrzeszczasz oczu? Mam skrzydła anioła! - powiedziała cicho Veronica.
- Tak wiem. Czekałam na to od wielu tygodni. Myślałam, że dostaniesz skrzydła w dniu swoich czternastych urodzin, tak jak na anioła przystało, a tu proszę...minął miesiąc, a ty dopiero stajesz się aniołem. - mama uśmiechnęła się. - To takie wspaniałe uczucie! Wiedząc, że ma się anioła w domu!
- Przecież ty jesteś aniołem...A raczej byłaś. Nieprawdaż? Muszę to po kimś odziedziczyć! - Veronica uśmiechnęła się.
- Bo widzisz...- nie dokończyła, bo nagle pojawiła się Laurel.
Była ubrana tak samo jak we śnie Veronicy - miała białą suknię i skrzydła. Podfrunęła do mamy dziewczyny i uśmiechnęła się serdecznie.
- Witaj, Anno. - powiedziała swym melodyjnym głosem. - Chyba czas na wyjawienie prawdy Veronice. Nie sądzisz tak?
Mama skinęła twierdząco głową, po czym wstała i oznajmiła :
- Kochanie...Nie jestem twoją biologiczną matką.
Veronica zamarła. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała! Jak to nie jest jej matką? Zawsze udowadniała, że dziewczyna to jej prawdziwa córka, szukała podobieństw, a tu nagle taka wiadomość.
- Że co?! A tata to mój prawdziwy ojciec? - zapytała przez łzy dziewczyna.
Matka pokiwała przecząco głową.
- To kim są moi rodzice? - szepnęła cicho Veronica. - Czy widzieliście ich kiedyś?
- Twoi biologiczni rodzice to...- zawahała się Laurel. - To wrogie anioły. Anioły ciemności. Ich przywódca przeciągnął ich na swoją stronę.
- Czyli...że...moi rodzice to...moi wrogowie? - Veronica przetarła mokre oczy. - Nie mogę w to uwierzyć...
Matka dziewczyny spojrzała na nią troskliwie, po czym powiedziała :
- Może zmieńmy temat! Kiedy dostaniemy listę z podręcznikami do Elladory?
- Przyniosłam ją wam. - Laurel podała kobiecie różową kartkę. - Niestety ty Anno nie będziesz mogła towarzyszyć córce w kupnie książek, gdyż nie masz żadnej mocy. - powiedziała. - A teraz Veronico...- zawahała się. - Idź przyszykować się na zakupy. - odrzekła i wyleciała przez okno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz