poniedziałek, 22 sierpnia 2011

13. 1 września.

Reszta wakacji zleciała tak szybko, że Veronica myślała, że wczoraj się zaczęły. Jeszcze nigdy tak bardzo nie czekała na rozpoczęcie roku szkolnego. Położyła się na kanapie i zamknęła oczy.
- Już dziś pojadę do Elladory! Szkoły Aniołów i Skrzydlatych! Ach! Niezwykłe! - pomyślała, po czym chwyciła zegarek. - Hm...Już ósma. Mamo! - krzyknęła.
- Słucham, córeczko? - usłyszała z dołu głos mamy.
- O której mam przenieść się do szkoły? Laurel ci nie mówiła?
- O dziewiątej. - powiedziała mama, stojąc już w progu drzwi prowadzących do pokoju Veronicy. - Jesteś gotowa?
Veronica przytaknęła.
- Wszystko spakowane? Białe szaty? Podręczniki? Chustkę do czyszczenia skrzydełek? Rzeczy dla Dorris? Na pewno wszystko? - mama biegała po pokoju zaglądając w każdy jego róg. - Och! Boję się, że o czymś zapomniałaś!
- Mamo! Nawet jeśli zapomniałam to przyślesz mi to przez Dorris. - Veronica wzruszyła ramionami. - Nie martw się. Wszystko zabrałam.
- Szczoteczkę do zębów? Kosmetyczkę? Pióro? Pieniądze? - mama nie dawała za wygraną. - A zabrałaś...- Veronica przerwała jej :
- Zabrałam! Nic nie zostawiłam! Pieniędzy i tak nie biorę, bo w świecie aniołów używa się gołębich piór. Dorris mi kilka użyczy.
- Och! Jestem taka roztrzęsiona! Wiem, że o czymś zapomniałaś! Jakieś ubrania na zmianę?
- Zabrałam. Ale i tak na lekcję muszę zakładać białą szatę. Nie wiem po co mi ubrania na zmianę. - Veronica skrzywiła się.
- Po to, że po lekcjach nosisz co chcesz! Ach! Wiem czego zapomniałaś! - mama wyszczerzyła zęby.
- Czego? - Veronica spojrzała ciekawo na mamę. - Wszystko spakowałam.
- A spakowałaś aureolę?
- Mamo! W tej szkole nie potrzebna jest aureola! Nie jesteśmy Aniołami Stróżami, a ludźmi ze skrzydłami. Tak na prawdę to nie jesteśmy nawet aniołami, bo przecież nie mieszkamy w niebie!
- A skąd wiesz, gdzie jest ta cała Elladora? Może w niebie? Hmm? - mama spojrzała dumnie na córkę. - Już ja swoje wiem.
- Na pewno nie mieści się w niebie, bo przecież nie dopłynę morzem do nieba! Jest gdzieś na lądzie. Może po drugiej stronie morza? - Veronica westchnęła. - Tak daleko od domu...Wiele, wiele, wiele setek mil stąd.
Mama spojrzała troskliwie na córkę. Podeszła do niej i objęła ją.
- Chociaż nie jestem twoją prawdziwą matką to wiedz, że kocham cię i nie ważne ile mil będziesz stąd to ja zawsze będę w twoim serduszku. - kobieta pocałowała Veronicę w czoło i wyszła z pokoju szybkim krokiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz