Veronica ponownie spojrzała na zegarek. Była za piętnaście dziewiąta. Dziewczyna szybko narzuciła na siebie swój galowy strój i zbiegła na dół po schodach. Przy kuchennym stole siedziała cała rodzina.
- Muszę już wychodzić. Zaraz przyjdzie Laurel. - powiedziała cicho Veronica.
Wszyscy wstali i podeszli do dziewczyny.- Ucz się pilnie córeczko. - mama pocałowała córkę w policzek. - I pisz do nas.
- Nie mogę uwierzyć w to, że w wieku czternastu lat już nas opuszczasz na cały rok! - tata objął mocno Veronico, po czym odszedł do stołu.
- A ty...Caroline...Co powiesz siostrze na pożegnanie? - mama popchnęła dziewczynkę w stronę siostry.
- To cześć. Do przyszłego roku. - powiedziała bezbarwnym tonem Caroline. - I zdejmij te dziwne skrzydełka, bo wyglądasz dziwacznie!
Veronica chwyciła klamkę i poczuła niemiły ucisk w brzuchu. Nie chciała opuszczać tego miejsca na tak długo.
- To...Do przyszłych wakacji. - powiedziała smutno i wyszła pospiesznie, czując jak łzy spływają jej po policzkach.
***
Na ulicy było bardzo cicho. Co chwilę jednak słychać było miauczenie kota, gdzieś w oddali. Veronica ruszyła w stronę morza. Starała się nie myśleć o tym, że opuszcza dom, w którym się wychowywała, ludzi, którzy obdarzyli ją miłością i sprawili, że miała szczęśliwe dzieciństwo.
- Gotowa na pierwszy dzień szkoły? - usłyszała za sobą czyjś głos.
Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętą Laurel.
- Oczywiście, proszę pani. - odpowiedziała Veronica. - Czy ktoś jeszcze czeka na nas przy morzu?Ktoś...ktoś z tej ulicy?
- Tak. Kilka osób. Jedną nawet znasz.
- Kogo? Kto to taki?
- Twój kolega...David Jones. - Laurel wyszczerzyła zęby.
- Serio?! David jest aniołem? A przecież udawał, że w nie nie wierzy i w ogóle. - Veronica przyspieszyła kroku.
- Zrobił to, bo nie chciał abyś się dowiedziała kim jest. - odpowiedziała Laurel.
W tym samym momencie doszły do morza. Na plaży stało kilkoro ludzi, w tym David. Spojrzał na Veronicę i pomachał jej życzliwie.
- No dobra! Wiecie jak dostać się do Elladory? Wejdźcie do wody, zanurzcie się, powiedzcie pod wodą ,,Do Elladory,, i wynurzycie się koło szkoły. Gotowi? No to na trzy wszyscy wchodzą do wody! Raz...Dwa...Trzy! - Laurel ruszyła ku wodzie, a wraz z nią inni.
Veronica wiedziała co ma zrobić. Nie obawiała się, że coś nie wyjdzie. Zanurzyła się i rozejrzała się dookoła. Zauważyła jedynie kilka białych plamek, które nagle zniknęły.
- Och nie! Zostałam sama w wodzie. - pomyślała. - Nie wiem czy chcę iść do tej szkoły...A co jeśli nie dam sobie rady? A co jeśli mi nie wyjdzie? Och! Trzeba!
Jeszcze raz się rozejrzała, po czym krzyknęła :
- Do Elladory! - tak jak poprzednio z jej ust wydobyło się jedynie kilka bąbelków.
Wiedziała jednak, że jest już na terenie Elladory. Wynurzyła się i ujrzała piękny, biały zamek. Nad nim fruwało z tysiąc białych gołębi. Poczuła się jakby była w niezwykłej bajce.
- Jesteś wreszcie. - Laurel podała jej dłoń. - Długo się nie wynurzałaś. Myśleliśmy, że zrezygnowałaś.
- Chciałam, ale jednak...wolę być tutaj. - odpowiedziała Veronica.
- Więc witaj w Elladorze!
Super, czekam na więcej :>
OdpowiedzUsuń