Veronica spojrzała tępo na przyjaciółkę. Ta zaś wpatrywała się w podłogę i mruczała coś pod nosem. ,,Czyżby anioły naprawdę istniały? Czy to był anioł?,, - pomyślała Veronica.
- Dlaczego pomyślałaś, że to anioł? - zapytała niepewnie przyjaciółkę. - Skąd ci to przyszło do głowy?
Phoebe zawahała się przez chwilę, po czym powiedziała :
- Białe skrzydła, twarz, lata po niebie? Przecież to nie może być ptak! To na pewno anioł.
- Ale anioły nie istnieją. To bujdy! Tak jak to, że w nocy latają zmory. - powiedziała cicho Veronica.
- No tak, ale...to na pewno był anioł! - rzekła stanowczo Phoebe.
- A może jakiś wyrośnięty ptak? - zapytała z nadzieją w głosie, Veronica.
- Ptak?! Ptaki takiej wielkości istniały za czasów dinozaurów! Pomyśl, Ver!
- Myślę ciągle! - zawołała dziewczyna. - I nie mów na mnie Ver!
- Wybacz, ale ptak odpada. Anioł na milion procent!
W tym momencie Veronica złapała się za plecy. Wyczuła palcami gulę, która piekła niemiłosiernie.
- Co ci jest?! - zawołała troskliwie Phoebe. - Iść po mamę?
Veronica pokiwała przecząco głową. Za dobrze znała mamę Phoebe - kazałby jej jechać do szpitala, a ona nie zamierzała spędzić najbliższych sześciu godzin w gabinecie lekarza.
- Nic...Po prostu bolą mnie plecy. Mam na nich jakąś gulę. - odpowiedziała spokojnie Veronica. - To nic poważnego.
- A może pójdź do lekarza? - zaproponowała Phoebe. - Tak będzie...- Veronica przerwała jej :
- Nigdzie nie pójdę! Jasne? A teraz wybacz, ale muszę iść!

Ciekawy wpis, ale krótki. :(
OdpowiedzUsuńCzekam na następne! :)