Veronica zbudziła się jak zwykle wczesnym rankiem. Plecy znów ją bolały. Spojrzała na zegarek. Była piąta nad ranem, a słońce już przebijało się przez rolety. Dziewczyna nałożyła kapcie i zeszła do kuchni. Na stole stały niedojedzone płatki jej siostry. Veronica usiadła do stołu i zaczęła masować sobie plecy. Bolały ją coraz częściej.
Nagle usłyszała za sobą czyjeś kroki.
- Co tu robisz tak wcześnie, córeczko? - usłyszała za sobą głos mamy. - Jest piąta.
- Tak wiem, ale nie mogę spać. Plecy mnie bolą. - odpowiedziała cicho Veronica i łapiąc się za plecy, zrobiła minę pełną bólu.
Mama dziewczyny wyraźnie się zmieszała. Zaczęła szwendać się po kuchni z niespokojnym wyrazem twarzy.
- Ja już tak nie mogę! Nie daję rady! Trzeba jej powiedzieć! Trzeba! - mruczała pod nosem kobieta.
- Mamo?. - powiedziała Veronica. - Co trzeba powiedzieć?
- Nie, nic. Przepraszam. Odbija mi. - odpowiedziała szybko mama. - A co ty robisz tak wcześnie w kuchni?
- Już mnie o to pytałaś... - dziewczyna skrzywiła się. - Czy wszystko w porządku?
- Tak. Wybacz! Naprawdę nie wiem co ze mną jest. Po prostu...Tak jakoś. - powiedziała kobieta i poszła do swojej sypialni.
Veronica zostając sama w kuchni, wzięła nieskończone płatki siostry i zaczęła je dojadać. Nie rozumiała zachowania mamy. Zawsze budziła się najpóźniej z całej rodziny i nigdy nie majaczyła bez sensu! Wręcz przeciwnie - jej wypowiedzi były poważne i pouczające. A tu? A tu gada od rzeczy, nie wie o czym rozmawiała wcześniej i jest jakaś dziwna. Dziewczyna nie rozumiała o co chodzi. Pełna skupienia odeszła do swojego pokoju, aby wszystko przemyśleć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz